|
Archiwum
Zakładki:
Pięknie i pysznie
Słucham
Zaglądam codziennie
|
poniedziałek, 21 marca 2011
10 dni temu
Och-teatr, 11 marca, godzina 20 najpierw czekanie, niecierpliwe, niezbędne sprawdzanie, czy bilety na pewno są w kieszeni i mnóstwo drobnych, banalnych czynności, żeby tylko ten czas szybciej minął wreszcie zaczął się koncert i to już były same emocje Marek śpiewał przejmująco, niesamowicie i bardzo, bardzo smutno ktoś kto Go widział na żywo, wie o czym mówię nerwowo zapalany papieros za papierosem, drżące dłonie, z całej postaci bijąca rezygnacja i słowa czasem wykrzykiwane z rozżaleniem, goryczą, rozpaczą, czasem wyśpiewywane cicho , wręcz lirycznie ogromny wysiłek, ogromny ładunek emocjonalny, pot, łamiący się głos, twarz wykrzywiona w krzyku prawda... prawda o życiu człowieka niezwykłej wrażliwości smutna prawda
piątek, 11 lutego 2011
inaczej
jesienią kocham Cię inaczej... nostalgicznie i ostatecznie bez wiosennej euforii bez leniwego rozmarzenia lipcowego popołudnia bez sierpniowych gwiazd spadających prosto między nasze nadzieje... jesienią patrzę na Ciebie poprawiam Ci szalik a Ty grzejesz moje zziębnięte dłonie i ścierasz krople płynace po moim policzku ...
niedziela, 24 października 2010
po koncercie
Wczoraj byliśmy na koncercie chyba nie chcę o tym mówić na pewno nie potrafię a jednak muszę zbieram kawałki siebie i próbuję je poskładać w całość tylko nie bardzo pasują ...
wtorek, 16 lutego 2010
z dystansem
Zima jest trochę jak święto odziana w uroczystą biel pachnąca tak świeżo i czysto śnieg zakrywający brzydkie dachy, zaplute chodniki, połamane krzaki skrzący się w słońcu lekki i puszysty trochę nierealny zamieniający szarą rzeczywistość w bajkę kryształy sopli drogocenne cisza trochę drażniąca trochę niepokojąca wymagająca ... ale przecież ja nie lubię zimy ...
poniedziałek, 30 listopada 2009
sens
Listopad to nie jest czas świętowania życia to czas usychania, więdnięcia obumierania to smutek przemijanie opadanie liści nagie drzewa uschłe kwiaty ... patrzę na to i strasznie mi żal opłakuję wiosenną euforię ... boję się nieuchronnego... Ale wystarczy spojrzeć pod innym kątem wystarczy przyjrzeć się uważniej i dostrzec, że w tych suchych badylach kryje się ziarno zapowiedź, obietnica nadzieja i wtedy wszystko zaczyna wyglądać inaczej i można w tym zauważyć sens odnaleźć pociechę...
sobota, 21 listopada 2009
niedziela, 01 listopada 2009
światłocienie
Skrawki światła złapane w pajęczynę, zatrzymane na lisciu, na źdźble, na badylu wypatruję ich, małych iskier wśród cieni, wśród szaroburej codzienności c'est la vie ... i chociaż czasem trudno je dostrzec to przecież są i nadają ciemności sens bez niej nie byłyby tym czym są nie byłyby tak cenne nie sprawiałyby takiej radości, dlatego ciągle ich szukam i znajduję i wiem, że listopad w końcu minie i wiem, że kiedyś będzie znowu maj... jego niewypowiedziany aromat, z nutą bzu i wiosennego deszczu... jego nieprzyzwoite obietnice... jego nadzieja ...
niedziela, 18 października 2009
Nieważkie ważki
zadziwiające, trochę groźne, trochę nierealne ... bardziej przypominają skomplikowany mechanizm niż żywe stworzenie, przyglądam się im szeroko otwartymi oczami
piątek, 28 sierpnia 2009
Świt
jedynym sensownym powodem, według mnie żeby wstać wcześnie, bardzo wcześnie rano jest wyprawa z aparatem nigdy tak do końca się nie wie co przyniesie świt czasem wybucha ferią barw... czasem otula mgłą... a czasami, tylko przenika na wskroś, kłującą mżawką i jest coś fascynującego w potyczce nocy z dniem... światła z ciemnością... i ta nieuchronność, ta pewność, że po nocy, choćby najczarniejszej, jednak wstaje słońce i choć jeszcze niewidoczne już fantstycznie barwi chmury są fiolety, purpury, róż... by na końcu uspokoić się błękitem i chociaż to może banalne ale gdy opadają mgły, to można mieć wrażenie, że ukazuje się całkiem nowy świat, czysty i świeży w którym nic nie jest odkryte i przesądzone... a wszystko jest możliwe...
piątek, 24 lipca 2009
|